„Batman: Endgame” – recenzja komiksu

„Batman: Endgame” – recenzja komiksu

Jeśli mieliście w ręku jakikolwiek z sześciu wydanych dotąd przez Egmont albumów o przygodach Batmana autorstwa duetu Scotta Snydera i Grega Capullo, wiecie już z czym macie do czynienia. Jeśli nie, żałujcie. To brutalne i niezwykle mroczne serie, w których schowany gdzieś w tylnej części okładki slogan „TYLKO DLA DOROSŁYCH” nie jest wyłącznie wabikiem działającym na chłopców zmagających się nieudolnie z pierwszym zarostem. Najmocniejszą (i najlepszą) odsłoną serii jest, z całą pewnością, wydana niedawno „Ostateczna rozgrywka”.

Całość to rzecz dla ludzi o mocnych nerwach, utkana z kadrów przypominających wizje z sennych koszmarów, którą zekranizować mógłby ktoś tak utalentowany i odważny jak David Fincher dwadzieścia lat temu.

Jedynym mankamentem najnowszej odsłony serii jest konieczność zapoznania się z poprzednimi zeszytami, gdyż bez tego całość może być dla czytelnika nieczytelna. Już wydarzenia ze „Śmierci rodziny” przyprawiały mnie o ciarki na skórze, co przy „Ostatecznej rozgrywce” okazało się jednak wesołym piknikiem w krainie Troskliwych Misiów.

Pewnie doskonale znacie przeczucie towarzyszące wertowaniu kolejnych komiksów, że mimo najgorszych przeciwności losu – finalnie wszystko i tak ułoży się, a w ostatnim kadrze poobijani bohaterowie wyruszą spacerkiem w kierunku zachodzącego słońca. Tym razem odczucia te znikną zaraz po prologu i ręczę – nie wrócą aż do końca opowieści.

Nie rzucając spoilerami, całość opowiada historię ostatecznego starcia Człowieka – Nietoperza z Jokerem, który chyba jeszcze nigdy nie był aż tak bezwzględny i poważny. Plan najciekawszego z przeciwników Batmana jest tu równie dopracowany, jak scenariusz „Ostatecznej rozgrywki” – a całość potwierdza, że w chwili obecnej Snyder jest jednym z najlepszych scenarzystów na rynku. Jaka szkoda, że nie konstruuje on skryptów dla kinowego uniwersum DC.

Podczas lektury męczy nieco natłok bohaterów. W pierwszym rozdziale mamy krótki występ Ligi Sprawiedliwości, a w kolejnych kolejne gościnne występy całej niemal gromadki najniebezpieczniejszych przeciwników Nietoperza (z których, w mojej ocenie, najciekawiej wypada Trujący Bluszcz, która aż prosi się o własne pięć minut w jednym z kolejnych zeszytów serii).

Ogromny plus za rewelacyjną historię i niejednoznaczne zakończenie, które sprawi, że po raz kolejny z niecierpliwością czekam na to, co zaserwują mi Capullo, Snyder i spółka. (najprawdopodobniej nakładem Egmontu już w marcu 2017 r. )

Ocena:  4 / 5

PARTNEREM RECENZJI KOMIKSOWYCH JEST WYDAWNICTWO EGMONT.

Komiks kupisz m.in. TUTAJ.

klub-swiata-komiksu-egmont-677x316_c


Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x