„Początki i zakończenia” – recenzja komiksu

„Początki i zakończenia” – recenzja komiksu

Zagadka z historii. Pamiętacie jeszcze hype na Iron Mana, który podpalił lont pod gigantycznym komercyjnym sukcesem Kinowego Uniwersum Marvela? W telewizji brylowali „Lości”, na salach sądowych Wesley Snipes, a na Youtube Justin Bieber, prezentujący publicznie raczej miłość do muzyki, niż do groopies i kokainy.

 I tak jak niemal dekadę temu publiczność pokochała swadę Robeta Downey Jr., tak dziś bez ogródek koronuje na nowego marvelowskiego frontamana Benedicta Cumberbatcha, który jak się okazuje – urodził się nie tylko Sherlockiem Holmesem. Jeśli wierzyć najmożniejszym w studiu Disneya, to właśnie na barkach tajemniczego ex – chirurga z Manhattanu spoczną losy świata w III fazie najdroższego serialu w dziejach kina. I choćby dlatego warto sięgnąć po wydany właśnie przez Egmont komiks „Początki i zakończenia”.FullSizeRender

Jeśli oglądaliście film „Doktor Strange”, całość zaskoczy was mniej niż finał „Titanica”. To po raz kolejny historia typu origins, gdzie poznajemy genezę bohatera i wałkowany w nieskończoność motyw drogi, którą musiał on przebyć aby przywdziać czerwoną pelerynę i zapuścić zarost modny ostatnio w filmach z okresu wczesnego NRD.

Potworny wypadek, próba wiary, wewnętrzna walka o nawrócenie – niby jeszcze raz to samo a jednak inaczej. Lepiej. Mimo, iż nawet bez intuicji Nostradamusa, wiemy co wydarzy się na następnej stronę – całość czyta się naprawdę dobrze. „Początki i zakończenia” to posępniejsza wersja filmu, zawierająca ciekawsze rozwiązania fabularne, lepsze zakończenie a przede wszystkim łotra, który nie budzi politowania. Iron Man czy nawet Thor, po osiedlowej „ustawce” z Dornammu, wyglądaliby zapewne gorzej, niż Szpilka po konfrontacji w Wilderem. Doktor Strange to godny przeciwnik dla międzygalaktycznych magów i powiew świeżości w hermetycznym uniwersum Marvela.

Mały minusik za kiepską okładkę (najgorszą z sześciu zeszytów składających się na polskie wydanie), zwiastującą raczej album o przygodach osiedlowego melepety, szukającego towarzystwa na karnawałowy bal przebierańców. Nic bardziej mylnego. „Początki i zakończenia” to Marvel w mroczniejszej odsłonie, kawał świetnej kreski Brandona Petersona i rewelacyjne otwarcie nowej serii Egmontu – „Marvel Classic”. Brawo!

Moja Ocena: 4- / 5


  • Marcin Kaciuba

    Czyli trzeba będzie pomyśleć nad kupnem, choć cena z początku odrzuca ;p

    • http://www.marmolada.st Tomek Świtała

      Warto, warto :)

      Ostatnio Egmont sporo fajnych tytułów Marvela wypuścił, na czele z „Wojną Domową” – komiksem petardą :)

      • Marcin Kaciuba

        No na razie Preludium Nieskończoności kończę i jeszcze tylko nieskończoność mi zostala. Póki co chyba kupię Lucyfera dalszcse części ;)

Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x