#FOODPORN – recenzja Sausage Party

#FOODPORN – recenzja Sausage Party

Expectations vs reality. Spodziewałem się tony śmiechu i niegrzecznej animacji, wybuchowej bardziej od męża Amber Heard a dostałem miałkie filmidło, warte mniej niż paczka najtańszych parówek z Tesco. Szkoda, bo angaż Jonah Hilla czy Edwarda Nortona zasługiwał na więcej, niż kilka gagów z wyjątkowo krótkim terminem ważności, poziomem zaledwie o włos wykraczających poza kino spod znaku „50 twarzy Blacka”.

„Sousage Party” to pierwsza w Hollywood animacja z kategorią wiekową R (jeśli nie masz 16 lat to musisz wyglądać poważniej niż rówieśnicy lub nieco pokombinować przed wejściem do kina), opowiadająca historię parówki wyruszającej w duchową podróż, w poszukiwaniu sensu życia i lepszego świata. Towarzyszą jej m.in. ksenofob Lawasz, Taco obdarzone słodkim akcentem Salmy Hayek i guma do żucia wzorowana na pewnym naukowcu. Oj tak, jest durnowato!

Nadmierne epatowanie wulgarnością idzie jeszcze wybaczyć, bo nikt nie obiecywał nauki cyferek w towarzystwie Teletubisiów. Produkcję Rogena i Goldberga zabija jednak zbytnia wiara w koncept, na który paliwa starczyło na pół trailera i otwierającą piosenkę. Zabójczy jest także brak świadomości twórców, że pomysł na erotyczne skojarzenia związane z parówką wsadzaną w bułkę jest nieco mniej przełomowy niż odkrycie Alexandra Fleminga.

Zagubieni w chaosie twórcy dwoją się i troją w poszukiwaniu właściwej koncepcji. Żonglują konwencjami raz po raz mieszając kino drogi z musicalem a heist movie z soft porno – za każdym razem trafiając głową w mur, końcową woltą dodatkowo dobitnie uzewnętrzniając przekonanie, że wszystko tu poszło nie tak.

Poza ciekawym pomysłem na niezły teledysk, „Sausage Party” to nic poza świadectwem zakończenia pewnego rozdziału w karierze Setha Rogena. Do tej pory średnie filmy przeplatał z  beznadziejnymi. Od niedawna nie męczy nas już tymi pierwszymi.


  • Anna Hyżorek

    W zeszłym tygodniu, razem z chłopakiem, wybraliśmy się na tę animację. Muszę się zgodzić ze wszystkim, co było tu napisane, bo naprawdę spodziewaliśmy się, że będziemy płakać ze śmiechu, a w rzeczywistości otrzymaliśmy obrazki, które śmieszą głównie gimnazjalistów.

Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x