filmowe rozczarowania 2016 – top 10

filmowe rozczarowania 2016 – top 10

Jak zawsze w styczniu, krótka lista najbardziej rozczarowujących obrazów mijającego roku. Lista filmów, po których seansie miałem ochotę z bezsilności wskoczyć do błota, narażając nadgarstki nieudolnie uderzać pięścią w ścianę i z zapałem drzeć bilety, które jeszcze dwie godziny wcześniej miały być przepustką do krainy Dobrze Spędzonego Czasu.

10. „SULLY” (  reż. Clint Eastwood )

Obraz Eastwooda jest tak przewidywalny, że więcej emocji budzi chyba artykuł na Wikipedii, poświęcony historii lotu US Airways nr 1549. „Sully” to potencjalnie ciekawa historia o niezwykle nudnym człowieku, będąca ostatecznie kolejnym listem miłosnym wielkiego patrioty, wychwalającym grad amerykańskich wartości. Tym razem wystarczyłoby telefonicznie pogratulować Sullenbergergowi i zająć się czymś ciekawszym.

sully-5

9. „UKRYTE PIĘKNO”  (  reż. David Frankel )

Najnowszy film niekwestionowanego króla celuloidowego (a w zasadzie cyfrowego) lukru Davida Frankela. „Ukryte piękno” to nic innego jak spory budżet, kilka pierwszoligowych gwiazd i gwarantująca komercyjny sukces – okołoświąteczna data premiery, które razem w ostatecznym rozrachunku przypominają coś na kształt niestrawnego koktajlu, przyrządzonego z fabryki Bliklego, zmiksowanej na miazgę z biblioteką wypełnioną działami Paulo Coelho.

 CB-1200x675

8. „ŚMIETANKA TOWARZYSKA” (  reż. Woody Allen )

Zdaniem dystrybutora dwudziesty rok z rzędu Woody Allen nakręcił najlepszą komedię od lat. Moim zdaniem „Cafe Society” nie jest ani komedią, ani nawet prawdziwym filmem – a jedynie pochwalną pocztówką starych, dobrych czasów – kiedy to talent reżysera nie leżał jeszcze rozmieniony na jednocentówki, pochowany głęboko w odmętach hollywoodzkiej szmiry.

 cafe-society-cannes-film-festival-2016

7. „SOUSAGE PARTY” (  reż. Conrad Vernon, Greg Triernan )

„Sousage Party” to pierwsza w Hollywood animacja z kategorią wiekową R, której twórcy dwoją się i troją w poszukiwaniu właściwej koncepcji. Żonglują konwencjami raz po raz mieszając kino drogi z musicalem a heist movie z soft porno – za każdym razem trafiając głową w mur. Nadmierne epatowanie wulgarnością idzie jeszcze wybaczyć. Całość zabija jednak zbytnia wiara w koncept, na który paliwa starczyło na maksymalnie pół trailera i otwierającą piosenkę.

t-exclusive-sausage-party

6. „X-MEN: APOCALYPSE” (  reż. Brian Singer )

Film – kataklizm. Brian Singer zakpił ze swoich bohaterów, sprofanował najciekawszego łotra uniwersum i zaprosił widzów na dwugodzinny pogrzeb niegdyś dochodowej franczyzy. Poza koszmarnym przebraniem Oscara Isaaca, w pamięci pozostanie mi wyłącznie rodzime motywy na czele z zakopiańskim akcentem Fassbendera. To było tak złe, Eryku!

 g75k6hv1_oai793

5. „Julieta” (  reż. Pedro Almodovar )

Jeśli Hiszpania ma swojego rodzimego Okiła Khamidowa, to Pedro Almodovar właśnie zrobił milowy krok, aby zostać scenarzystą iberyjskich „Trudnych spraw”. Ogromne rozczarowanie i drugi w ciągu ostatnich lat kompromitujący twór reżysera „Kiki”.

julieta

4. „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” (  reż. David Yates )

Dla Harrego Pottera to najgorszy rok od rozpoczęcia nauki w Hogwardzie. Najpierw doczekał się on niepotrzebnej kontynuacji własnych losów, okropniejszej chyba od gęby samego Valdemorta, a jakby tego było mało – Warner Bros podarował fanom pozbawiony ducha oryginału arcynudny kinowy spin – off, sprawiający wrażenie doklejonego na siłę, do dobrze znanego uniwersum.

fantastic-beasts-where-find-them-posters

3. „Osobliwy dom Pani Peregrine” ( reż. Tim Burton )

Od czasu pierwszej „Alicji” Tim Burton reżyseruje na zamówienie. Związany wolą producentów, po raz kolejny nakręcił przedziwny twór, aż nader nachalnie naśladujący niegdyś niepowtarzalny, burtonowski styl z początku lat 90’. Mimo Evy Green jako nowej muzy mistrza, zdecydowanie nie moja bajka.

miss-peregrines-home-movie-posters-characters

2. „Neon Demon” ( reż. Nicolas Windig Refn )

Wygwizdany w Cannes „Neon Demon”, to najgorszy film Refna. Nieudana wiwisekcja świata modelingu jako koszmarnej krainy ze stolicą w L.A., w którym każda dama chce skonsumować talent koleżanki na śniadanie, jeśli tyko ta ośmieli się mieć węższą talię lub zgrabniejsze łydki. Pierwsza godzina jeszcze nie boli. Złoty brokat wylewa się z ekranu, wespół ze świetnym soundtruckiem hipnotyzując widzów i usypiając ich czujność. Druga część projekcji to już absolutny odlot Refna, serwującego metafory ciosane Husquarną, na koniec całkiem dosłownie puszczającego oko do wykończonej garstki fanów, która pozostała jeszcze na sali.

The-Neon-Demon-4

1. „Carol” ( reż. Todd Haynes )

Najlepiej zagrany film roku. Cate Blachett jak zwykle olśniewająca i bodaj pierwszy raz w karierze przyćmiona przez koleżankę z planu (hipnotyzująca Rooney Mara, od której ciężko oderwać wzrok). Problem w tym, że zapomniano o fabule, tworząc jałowy film, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Ogromna szkoda, bo zapowiadał się prawdziwy klasyk.

ft-carol-2

 


Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x