Co zobaczyć podczas 16′ T-Mobile Nowe Horyzonty? – top 7

Co zobaczyć podczas 16′ T-Mobile Nowe Horyzonty? – top 7

Oto po raz 16’ (i 11’ we Wrocławiu) startuje festiwal Nowe Horyzonty. Coroczna filmowa uczta, serwowana nam przez Romana Gutka i jego ekipę, od lat niestrudzenie kształtującą gusta polskiej widowni, każdorazowo udowadniając, że nazwa festiwalu to nie pusty slogan.

Już kilka tygodni temu zanotowałem w kalendarzu datę pojawienia się w sieci nowego line-upu imprezy (13 lipca, godzi. 12:00), niecierpliwie wypatrując co najmniej kilkudziesięciu godzin prawdziwie odjazdowych kinowych zjawisk. Podobnie jak islandcy kibice na Euro – nie przypuszczałem jednak, że będzie aż tak dobrze.

Kiedy wieki świetlne przed zdezawuowaniem określenia hipstera, garstka zapaleńców biegała po cieszyńskich obiektach w poszukiwaniu własnej filmowej drogi, chyba nikt z nich nie przypuszczał, że za kilkanaście lat festiwal odwiedzą tacy mistrzowie kina jak Nanni Moretti, Petr Zelenka czy Carlos Saura.

Poniżej siedem (z wielu, wielu) obrazów, na które na 100 % wybiorę się podczas tegorocznych Nowych Horyzontów.

 7) „Julieta”

Pedro Almodovar  tym  razem  na otwarcie festiwalu. Mistrz co prawda bez formy, ostatnio jakby znudzony podpisywaniem kolejnych arcydzieł – z niepokornego wizjonera stał się zblazowanym wirtuozem kina, któremu wolno niemal wszystko. Po cichu liczę choć na częściową rehabilitację, po kompromitujących do bólu „Przelotnych kochankach”.

tumblr_inline_o9voahIbsM1tofgub_1280

 6) Oślizgły dusiciel”

„Nocne Szaleństwo” to jeden z moich ulubionych nowohoryzontowych cyklów. Filmy w nim prezentowane bywają tak złe, że aż genialne – lub tak złe, że wyklniesz je co do minuty, którą bezczelnie ci ukradły. Zeszłoroczny seans „Cobry” George’a Cosmatosa to prawdziwa jazda bez trzymanki. A jeżeli jak dziecko bawiłem się na filmie, którym katowałem magnetowid aż do rozmagnetyzowania kasety VHS, to dlaczego nie miałaby oczarować mnie  historia pokrytego smalcem zboczeńca, oddającego się co noc coraz to bardziej perwersyjnym rozkoszom.

oślizgły dusiciel

5) „Student”

„Student” Kirilla Serebrennikova to bez wątpienia jedna z ciekawszych pozycji festiwalu. Mocna rzecz o religijnym fanatyzmie, prowadzącym do chorobliwej obsesji, i fundamentalizmie, niekoniecznie czerpiącym z wersów Koranu. Całość na czasie znaczenie bardziej, niż byśmy sobie tego życzyli.

student

4) „W pionie”

Najbardziej kontrowersyjny obraz w tegorocznym programie. Kto miał okazję widzieć „Nieznajomych nad jeziorem”  wie, że po Alainie Guiraudie można spodziewać się w zasadzie wyłącznie niespodziewanego.  Podobnie jak Yorgos Lanthimos („Kieł”, „Homar”) Francuz lubuje się w eksplorowaniu granic naszej wrażliwości. Cokolwiek wydarzy się na ekranie, radzę zostać do końca.

w pionie

3) „Neon Demon”

Wygwizdany w Cannes. Zbierający fatalne recenzje. Szykuje się największa katastrofa od pamiętnego spotkania „Titanica” z górą lodową. Tym bardziej muszę to zobaczyć.

theneondemon-1

2) „Egzamin”

 Klasyczna sytuacja zero – jedynkowa. Christian Mungiu – tryumfator z Cannes z 2007 roku ma tylko dwa wyjścia. Albo potwierdzi, że twórcą jest wybitnym, albo że „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” to dzieło, które wyszło mu przez przypadek. Stawiam dwie wypłaty na opcję nr 1.

egzamin mungiu

1)  „Służąca”

 Jeśli nowe działo Park Chan – wooka jest choć w połowie tak doskonałe, jak jego trailer – to mam nieodparte wrażenie, że oto koreański mistrz kina nareszcie uwolni się z kajdan „Oldboya” – filmu bardziej tarantinowskiego, niż cokolwiek co wyszło spod ręki Quentina. Najwyższy czas, bo Chan – wook to raczej filmowy geniusz, niż pusty frazes z plakatu.

służąca

Na blogu od dziś do końca festiwalu, kolejne relacje z moich nowohoryzontowych poczynań.

Stay tuned.

Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x