Brokatowe szaleństwo – recenzja „NEON DEMON”

Brokatowe szaleństwo – recenzja „NEON DEMON”

Jeśli w zalakowanej kopercie wysyłam list do Świętego Mikołaja z prośbą o najbardziej wypasiony statek piracki w całej ofercie Lego, a po wigilijnej kolacji wyciągnę spod choinki zapakowaną w pstrokaty papier śmieciarkę sygnowaną przez Cobi – to chyba mam prawo być tyci tyci niezadowolonym? Biegającego po łące kucyka nie zastąpi różowa grzywa Pony, a PS4 zepsuty pilot od telewizora.

Zna ktoś może duński? Bo muszę wysłać pierwszy akapit tego tekstu na adres, pod którym zamieszkuje Nicolas Windig Refn, jeden z najciekawszych reżyserów swojego pokolenia („Bronson”, „Drive”), a przy okazji człowiek, który zaprosił nas na dobrą imprezę, a potem zapomniał otworzyć drzwi.

Pokazywany w Cannes, a od ostatniego czwartku w polskich kinach „Neon Demon”, to najgorszy film Duńczyka. Nieudana wiwisekcja świata modelingu jako koszmarnej krainy ze stolicą w L.A., w którym każda dama chce skonsumować talent koleżanki na śniadanie, jeśli tyko ta ośmieli się mieć węższą talię lub zgrabniejsze łydki. Pierwsza godzina jeszcze nie boli. Złoty brokat wylewa się z ekranu, wespół ze świetnym soundtruckiem hipnotyzując widzów i usypiając ich czujność. Druga część projekcji to już absolutny odlot Refna, serwującego metafory ciosane Husquarną, na koniec całkiem dosłownie puszczając oko do wykończonej garstki fanów, która pozostała jeszcze na sali.

elle_fanning_the_neon_demon_2016

Dwa lata temu canneńska publiczność szydziła z Ryana Goslinga pokazującemu światu dyletancki „Lost River”  zarzucając mu zapatrzenie się na Davida Lyncha i właśnie Refna. Niestety własnym kinem zachwycił się także sam Duńczyk, prezentując dzieło niemal bliźniaczo tandetne, przekraczając nim granicę za którą immunitet ma do dziś wyłącznie twórca „Miasteczka Twin Peaks”.  Tylko, że tak gdzie Lynch robi dobre kino, Refn prezentuje pozbawiony duszy teledysk. Najmocniejsze obrazy z „Mullhonad Drive” czy „Zagubionej autostrady” zawsze służyły historii, a scena nekrofilii znalazła się w scenariuszu „Neon Demon” wyłącznie po to, abym właśnie o niej wspomniał.

Jakieś plusy? Okazuje się, że Elle Fanning to aktorka znacznie ciekawsza niż jej starsza siostra Dakota (która nomen omen powinna zmienić managera dobrych 5 lat temu), o którą w razie braku ciekawych ról – z całą pewnością upomni się świat mody. Pozostałe występy to teatr tak karykaturalny,  że ciężko go ocenić (wyjątek stanowi niezłe wejście Keanu Reevsa). No i ten niewybaczalnie okropny look Christiny Hendricks…

maxresdefault

Rozumiem  intencję sięgnięcia po najprostsze środki, aby pokazać reguły świata modelingu, jako siedliska wszelkiego zła i perwersji, przy którym dantejskie piekło to co najwyżej idealne miejsce na niedzielne barbecue. Rozumiem, że to nie kompromitujący pastisz, ale świadome kino klasy B. Rozumiem wreszcie, że forma może w pewnych okolicznościach z powodzeniem przerastać treść. Zastanawiam się jednak co się stało z talentem Refna.

Bo jeśli został przez kogoś zjedzony, to może scena nekrofilska rzeczywiście miała jakieś ukryte znaczenie.


Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x