Lekcja odrobiona – recenzja „Belfra”

Lekcja odrobiona – recenzja „Belfra”

Wyznawców Lyncha przebierających nóżkami na trzeci sezon, z tego miejsca uspokajam – „Belfer” to nie „Twin Peaks” made in Poland, a raczej kolejna wariacja na temat „The Killing” z delikatną domieszką prowincji znanej m.in. z „Ziarna prawdy” Miłoszewskiego.

W przeciwieństwie do adaptacji Borysa Lankosza, w nowej produkcji Canal + mamy nie tylko wystarczająco dużo ekranowego czasu, aby historia tajemniczej śmierci siedemnastoletniej Asi Walewskiej w ogóle zaczęła nas obchodzić, ale także całkiem sprytnie skonstruowaną układankę, gwarantującą małą przebieżkę kilku szarym komórkom podczas seansu.

Fajnie wiedzieć, że polska prowincja może być areną zmagań innych niż wilkowyjki konflikt wójta z proboszczem, czy dylematów Joanny Brodzik powstających nad pewnym rozlewiskiem. Dobrowice z „Belfra” to nie miejsce sielskiej egzystencji Dionizego Złotopolskiego czy święta plebania w Tulczynie, lecz prawdziwe kłębowisko żmij splecionych ze sobą na dobre i na złe.

Nie trzeba być Stiegiem Larssonem, aby wiedzieć, że zanim twórcy obwieszczą światu kto z wesołej ferajny jest zabójcą – zostaniemy kilkunastokrotnie wywiedzeni w pole. I właśnie to bezceremonialnie wodzenie widza za nos świadczy o klasie kryminału. Samo zakończenie jak zwykle zadowoli się rolą drugoplanową, gdyż jak zwykle dla wielu i tak okaże się rozczarowujące.

Ekipa odpowiedzialna za „Belfra” wykonała kawał naprawdę niezłej pracy. Świetnie nakreślone postaci, rewelacyjne zdjęcia i klimat. A do tego zero polsko – serialowej folwarczności. Gdyby jeszcze tylko reżyser Łukasz Palkowski zwiększył nieco dawkę mroku, całość nawet w kategorii skandynawskiej mogłaby uchodzić za pełnokrwisty kryminał lepszego sortu. Chwilowo jest jak dla mnie nieco zbyt cukierkowo. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych odcinkach gęstniejącą z każdą sekundą atmosferę będziemy mogli z powodzeniem szatkować tasakiem.

Nie ma sensu rozprawiać na temat obsady, bo grają tu najlepsi dostępni na polskim rynku aktorzy. Standardowo zachwycająca jest Magdalena Cielecka. Intrygującą postać kreuje Maciej Stuhr. A drugi plan to już prawdziwe perełki (Łukasz Simlat, Józef Pawłowski, Krzysztof Pieczyński) i jeśli tylko któraś z nich nie padnie ofiarą gorszego dnia scenarzystów, przewiduję ogromną porcję emocji w każdym z kolejnych ośmiu odcinków.

Mimo, że wieczorami nie podwieszam się hakami nad łóżkiem odziany jedynie w lateksowe wdzianko z kolekcji Christiana Grey’a, to nie ukrywam słabości do kokieterii scenarzystów wyrażającej się solidnym sierpowym prosto w moją twarz. Najlepiej porządnym cliffhangerem. I przede wszystkim tego życzę sobie, i Wam, już w przyszłym odcinku.

BELFER W KAŻDĄ NIEDZIELĘ O 21.30 NA ANTENIE CANAL +


Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x