„BATMAN: IKAR” – recenzja komiksu

„BATMAN: IKAR” – recenzja komiksu

„Batman: Detective Comics” to najbardziej „ludzka” z publikowanych na naszym rynku serii o przygodach Mrocznego Rycerza (jest jeszcze „Gotham Central”, ale tam jak wiemy akcja skupia się raczej na stróżach prawa, niż Człowieku – Nietoperzu). To niemal klasyczne kryminały, których bohaterem zostaje najbardziej ikoniczna postać z uniwersum DC, bliższa po milionkroć wizji Boba Kane’a z 1939 roku, niż odlotowej wersji Bena Afflecka A.D. 2016, przypominającego raczej mobilny czołg, niż zamożnego Colombo w wersji superbohaterskiej.

W „Ikarze” nie zabraknie więc tajemniczego zabójstwa na progu rezydencji Wayne’ów, korupcji na najwyższych szczeblach władzy, czy bezlitosnych grup przestępczych walczących o wpływy w Gotham City.

Jeśli myślicie jednak, że osią fabuły będzie tu rozwiązywanie kryminalnych szarad i szermierka słowna rodem z powieści Arthura Conan Doyle’a, to nie doceniacie duetu Francis Manapul – Brian Buccellato, odpowiedzialnych wcześniej m.in. za komiksy o Flashu. Mniej więcej 60 % „Ikara” to akcja w najczystszej postaci. Sprawnie budowana fabuła w pewnym momencie (zupełnie niczym Barry Allen) niebezpiecznie przyśpiesza i niestety najwyraźniej nikt tu nie ma pojęcia, jak ją wreszcie zatrzymać.

\batman ikar

Pierwsza połowa jest rewelacyjna. Mroczna, tajemnicza, z dusznym klimatem, którego brakuje choćby serialowi „Gotham”. Całość cieszy podwójnie, bo każdy detal jest tu naprawdę świetnie narysowany.  Kolejny plus to brak obecności największych geniuszy zbrodni i kolejnych wersji oklepanych coraz bardziej Jokera czy Pingwina. Zamiast tego autorzy stawiają na przeciwników takich jak Sumo (fakt, dla Batmana to raczej „jednostrzałowiec”) czy kałamarnica Ginewra (tak, piszę o Batmanie a nie kolejnej odsłonie „Kryptonim U.N.C.L.E”), z którą „solówka” jest już nieco bardziej wyrównana. Jak jednak nie trudno się domyślić, największymi przeciwnikami Batmana, będą jak zwykle tony wyrzutów sumienia i niezagojonych ran z przeszłości.

Szkoda, że mniej więcej w połowie historii twórcy gubią rytm, przez co opowieść rozpada się na w drobny mak do tego stopnia, że ostatni akt traci dla czytelnika jakiekolwiek znaczenie.

Uwielbiam Batmana w wersji sautébez ozdobników i ciągłego przybijania piątek z Ligą Sprawiedliwości, bez neonowych odblasków Schumachera i atomowej rozwałki Zacka Snydera. Po lekturze „Ikara” czuje się jakby ktoś obiecał mi spokojny wieczór przy piwku, który jednak z każdą sekundą coraz bardziej wymykał się spod kontroli. I choć od nadmiaru wrażeń może trochę boli mnie głowa, to w ostatecznym rozrachunku chyba naprawdę było warto.

Moja ocena:  3 / 5

PARTNEREM RECENZJI KOMIKSOWYCH JEST WYDAWNICTWO EGMONT.

Komiks kupisz m.in. TUTAJ.

klub-swiata-komiksu-egmont-677x316_c


Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x