NAJGORSZE REMAKE’I W HISTORII KINA – TOP10

NAJGORSZE REMAKE’I W HISTORII KINA – TOP10

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być całkowicie niepotrzebnym, niczym nowy program Małgosi Rozenek, ostatnia płyta U2, czy szpilki spod ręki Manolo Blanika w środku amazońskiej głuszy?

Osobiście, samą „bezużyteczność” kojarzę przede wszystkim z filmowymi remake’ami.

Po co poprawiać coś, co już jest wystarczająco dobre, aby zachwycić? Albo tracić czas na opowiastkę, której nikt nie zamierzał słuchać już wieki temu?

Kilka dni temu światowe media obiegła informacja o ponownej próbie przeniesienia na ekran „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. Nie klękam ślepo przed mistrzem, intonując każdorazowo przed snem swoisty dytyramb na jego cześć, jednak sam pomysł stacji NBC zdaje się być pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Wystarczy przypomnieć sobie zeszłoroczną, nie bójmy się użyć słowa – żałosną, wariację włodarzy stacji  na temat „Dziecka Rosemary”.

Z tej okazji poniżej przedstawiam moje subiektywne TOP 10, najgorszych remake’ów w historii kina:

 10) PLANETA MAŁP (2001)

Ciężko powiedzieć, jaki pomysł przyświecał Burtonowi, kiedy postanowił reanimować serię inspirowaną powieścią Pierre’a Boulle’a. Szkoda tylko, że zapomniał w całość wpleść ukochanego Johnny’ego Deppa. Byłoby zapewne równie żałośnie, ale przynajmniej na wesoło.

 planceta małp 2001

 

9) INFILTRACJA (2006)

 I nie chodzi o to, że „Infiltracja” jest jakoś wybitnie zła. „Infernal Affairs” to po prostu sensacyjny majstersztyk, przy którym jego amerykańska wersja wypada gorzej, niż ostatnie wypowiedzi Maryli Rodowicz. Tak po prostu. Trochę szkoda, że reżyser „Wściekłego byka”, Chłopców z ferajny” i „Kasyna” odebrał jedynego dotąd Oscara, za film który utopił w oceanie przeciętności. Jak widać – bywa.

 infiltracja

 

8) WILKOŁAK (2010)

Przypuszczam, że miało być strasznie. Miasto gotyku, Joe Johnston serwuje nam przedziwne scenariuszowe rokoko, w którym plątający się gdzieś w kadrze aktorzy sprawiają wrażenie, że na filmowy plan zostali zaciągnięci co najmniej z rewolwerem przy skroni. Chcecie zobaczyć wilka, który przyprawi Was o ciary na plecach? Polecam „Akademię Pana Kleksa”.

wolfman ok

7) KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW (2010)

 Kiedy dziś wracam wspomnieniami do serii z lat 80’, zastanawiam się jakim cudem Freddie nie dawał mi spać po nocach. Prawdopodobnie to ta tandetna plastikowa maska. Albo koszmarny sweter, prześladujący w snach samą Annę Wintour. Jednak przy wersji A.D. 2008, dawny „Koszmar” to i tak kanon kina grozy.

 fred

6) KLĄTWA (2004)

Poza pierwszą częścią „Ringu”, wszystkie japońskie horrory eksportowane prosto do USA, traciły nie tylko klimat i sens, ale także decydującą o sukcesie pierwowzorów – tożsamość. Historia nawiedzonego domu w wersji zachodniej, z Buffy co to się wampirom nie kłaniała, w roli głównej – to kolejny dowód, że Yataman, sushi i mroczne horrory najlepiej smakują bez amerykańskich konserwantów.

 grudge

5) GODZILLA (1998)

Chodzi o remake z 1998 roku z Jeanem Reno. Wytrzymałem jakieś 15 minut. Zeszłoroczna odsłona przygód japońskiego monstrum, była z tysiąc razy lepsza. Ma u mnie zasłużone 2/6.

godzilla

4) DZIEŃ, W KTÓRYM ZATRZYMAŁA SIĘ ZIEMIA (2008)

Dzień, w którym obiecałem sobie, że już nigdy nie stracę czasu na  żaden remake. Słowa dotrzymałem niczym Bill Clinton przysięgi małżeńskiej. I mam za swoje.

The Day the Earth Stood Still

3) OMEN (2006)

Jeden z najstraszniejszych horrorów w historii kina, to w nowej odsłownie całkiem niezła parodia i jako jedna z części „Strasznego filmu” mógłby zapewne podbić amerykański box-office. Twórcy postanowili jednak iść swoją drogą i wyszło jak wyszło.

the-omen

2) DRUŻYNA A  (2010)

 Twórcy tego czegoś próbowali zniszczyć mi dzieciństwo. Poza imionami głównych bohaterów, wszystko jest tu nie do przyjęcia. Neeson, Coopley. Cooper i  mogli przebrać się za ikony mojej młodości na Halloween, ale po co od razu używać brandu który w podstawówce był niemal świętością?

 The-A-Team-2010

1) PSYCHOL (1998)

Cała poprzedzająca miejsce pierwsze dziewiątka, to przy „Psycholu” filmy wybitne, zasługujące na spadający z nieba grad Oscarów i Złotych Palm. Gus van Sant nie tylko nie zrozumiał działa Hitchcoka, ale także zohydził go pokoleniu, które przypadkiem trafiło na „Psychola” zanim TVP Kultura odświeżyła „Psychozę” w środę o czwartej nad ranem. Tak się nie robi.

 psychoza

Jeśli o czymś zapomniałem albo uważacie że poniosła mnie fantazja, to zapraszam do komentowania ;)


  • Angelika

    A mnie być może wyjątkowo, Omen przypadł do gustu. Co do reszty absolutnie zgadzam się z Tobą.

    • http://www.marmolada.st Tomek Świtała

      Ja miałem nieszczęście oglądać oryginał dosłownie miesiąc przed remake’iem, więc nie siadł mi totalnie.

      Może jednak dostanie jeszcze jedną szansę ;)

  • Gustavo Woltmann

    Mnie się na przykład „Klątwa” amerykańska podobała ;). Ale może dlatego, że jeszcze nie było okazji zobaczyć azjatyckiego oryginału = brak punktu odniesienia.

Marmolada bywa w bliskich relacjach z ciasteczkami (cookies).
Aha, okej
x